Jestem ojcem trójki dzieci. Wystarczy powiedzieć, że doskonale znam wakacyjne wyjazdy, podczas których czujesz się, jakby przenosił się cały dom, podróże, podczas których co dziesięć minut rozbrzmiewa pytanie „kiedy dotrzemy?”, i wieczory, podczas których maluchy nie chcą spać, bo wciąż chcą korzystać z hotelowego basenu.
Przez długi czas podróżowanie z dziećmi było dla mnie raczej wyzwaniem logistycznym niż przyjemnością. Ale z biegiem lat nauczyłam się przekształcać te chwile w prawdziwe rodzinne przygody.
Oto moje wskazówki , jak zachować spokój, nawet podróżując w pięć osób!
Przewiduj, ale nie za bardzo
Na początku robiłam niekończące się listy: pieluchy, butelki, zabawki, książki, lekarstwa… Bałam się, że o czymś zapomnę.
W efekcie samochód był przepełniony, a ja zawsze kończyło się na tym, że kupowałem na miejscu to, o czym mimo wszystko zapomniałem.
Dziś oczekuję tego, co najważniejsze, ale uwolniłam się od lęku przed niedoborem. Mam małą apteczkę, kilka ulubionych zabawek i wiem, że większość rzeczy można znaleźć wszędzie.
Podróżowanie z lekkim bagażem oznacza również podróżowanie spokojniejsze!
Znalezienie właściwego rytmu
Dzieci nie mają takiej samej wytrzymałości jak my i zrozumiałam to po lecie spędzonym w Hiszpanii, gdzie miałam zbyt napięty harmonogram.
Efekt: napady zmęczenia i krótsze wizyty. Teraz stosuję naprzemiennie: aktywność rano, odpoczynek po południu i spokojny spacer pod koniec dnia.
Zgoda na zwolnienie tempa oznacza czerpanie przyjemności z podróży w inny sposób. I ostatecznie bardzo mi to odpowiada: poświęcam czas na obserwację, delektowanie się, zamiast biec za każdym zabytkiem.
Uczyń podróż przyjemną
Niezależnie od tego, czy podróżujemy samochodem, pociągiem, czy samolotem, podróż może szybko zamienić się w koszmar, jeśli dzieci się nudzą. Nauczyłam się zamieniać ten czas w zabawę. Bawimy się w zgadywanki, wymyślamy historie, liczymy czerwone samochody na autostradzie…
Czasami wyciągamy karty lub szachownicę podróżną (tak, nawet szachy znajdują swoje miejsce w naszych podróżach!).
Ekrany również mają swoje zastosowanie, ale staram się ich używać tylko w krytycznych momentach, na przykład w korkach czy podczas długiego oczekiwania.
Aby przedłużyć te chwile współudziału, lubię też czerpać inspirację z prostych zajęć manualnych: na mojej tablicy na Pintereście zatytułowanej „ Pomysły DIY dla dzieci”zebrałam małe, kreatywne i łatwe do przenoszenia gry, które zamieniają podróż lub deszczowy wieczór w improwizowany warsztat.
Zaspokój ich ciekawość
Znudzone dziecko w końcu zacznie narzekać, ale ciekawe świata dziecko staje się najlepszym towarzyszem podróży. Zanim wyruszymy, zawsze opowiadam im trochę o historii miejsca, do którego jedziemy.
Na przykład podczas podróży do Grecji czytaliśmy razem mity greckie w wersji dla dzieci. Po dotarciu na miejsce dzieci były zachwycone, widząc „prawdziwe świątynie Zeusa”.
Na targu w Maroku bawili się, rozpoznając przyprawy, o których mówiono dzień wcześniej. Udzielenie wskazówek, nawet tych najprostszych, zmienia wszystko.
Akceptowanie nieoczekiwanego
Zawsze nadchodzi taki moment, kiedy wszystko idzie nie tak: zgubiona walizka, chore dziecko, nieprzewidywalna pogoda. Kiedyś strasznie mnie to denerwowało. Teraz staram się traktować te nieoczekiwane zdarzenia jako część podróży.
Kiedyś we Włoszech burza uwięziła nas w hotelu na cały dzień. Zaimprowizowaliśmy turniej szachowy, każdy przeciwko każdemu, i myślę, że to jedno z ich najwspanialszych wakacyjnych wspomnień.
Tworzenie chwil tylko dla nich
Podróżowanie z rodziną nie oznacza bycia razem 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Zauważyłam, że moje dzieci lubią mieć „swój czas”. Dlatego czasami zostawiam dwójkę starszych dzieci samych, żeby kupiły chleb na wsi albo żeby każde z nich wybrało pocztówkę.
Te drobne obowiązki napawają ich dumą i znacznie poprawiają ogólną atmosferę.
Podróżowanie w celu wspólnego rozwoju
Z perspektywy czasu uważam, że podróżowanie z dziećmi to nie tylko zmiana otoczenia. To przede wszystkim poznawanie się nawzajem w inny sposób i dzielenie się doświadczeniami, które pozostaną z nami na zawsze.
Moje dzieci rzadko pamiętają dokładną nazwę muzeum, ale doskonale pamiętają spontaniczny piknik przy drodze lub lody, które zajadały na włoskim placu, śmiejąc się do rozpuku.
Podróżowanie z dziećmioznacza pogodzenie się z tym, że nie wszystko będzie idealne, ale też gwarantuje żywe, głośne, czasami męczące, ale zawsze szczere wspomnienia.
I ostatecznie to właśnie kocham: tę radosną krzątaninę, która przypomina nasze domowe obiady.
Matteo Rossi dla Simple & Bon

